O potrzebie Socjologii cz. 24

Niech ma kto boleści w boku, w piersi lub w żołądku, a natychmiast – jeszcze przed zbadaniem prawdopodobnej przyczyny takowych – zalecają mu gorąco jakiś nieomylny lek, z tern zwykle zapewnieniem, że jeżeli nie pomoże, to z pewnością nie zaszkodzi. W umysłach pospolitych gnieździ się jeszcze i teraz dość znaczna doza fetyszyzmu; tak np. piwniczy jednego z moich przyjaciół wypił pół flaszki lekarstwa, które pan jego zostawił, odpowiadając tym którzy się go pytali, w jakim celu to zrobił, iż szkoda zmarnować takie dobre lekarstwo, i że to co jego panu pomogło, i dla niego będzie zbawienne. Ale, gdy z jednej strony miejsce niejasnych pojęć o chorobach i środkach uzdrawiających zajęła patologia i terapia. z drugiej strony coraz więcej mnoży się rękojmi i dowodów, że w miejsce dobra ludzie zło sprowadzają. Kontrast ten widoczny jest nie tylko między ogólnym brakiem wykształcenia a pewną specjalną wiedzą, ale również i w dziedzinie jednej specjalności między dzisiejszym a przeszłym jej stanem. Dziś lekarz już się nie pyta, w jaki sposób ma leczyć, czy ma puścić krew, czy użyć środków rozwalniających, czy dać na poty, czy uciec się do merkuryjuszu; lecz przede wszystkim zastanawia się nad tym, czy w ogóle ma cośkolwiek przepisać oprócz zdrowej diety. Co więcej, dzisiejszy lekarz tym mniej idzie za popędem, że „trzeba coś zrobić,“ im więcej jest wykształcony.

Czyż nie jest zatem prawdopodobna, że owa mniemana konieczność szybkiego działania, służąca ludziom za pretekst do przedwczesnego wyciągania wniosków z nielicznych danych, jest nieodłącznym towarzyszem niedostatecznej znajomości rzeczy?

Czyż nie jest prawdopodobna, że podobnie w socjologii jak i w biologii nagromadzenie faktów, krytyczne ich porównanie, wyciąganie z nich wniosków na podstawie umiejętnych metod rodzi wątpliwości co do oczekiwanych korzyści i zwiększa obawę wyrządzenia szkody? Czyż nie jest prawdopodobna, że temu, czemu w indywidualnym organizmie nadano bezzasadne ale wygodne miano vis medicatrix, w społecznym organizmie coś podobnego odpowiada? I czyż przypuszczanie takie nie przywiedzie do wniosku, że tak w jednym jak i w drugim wypadku należy się tylko starać o utrzymanie tych warunków, wśród których naturalne czynności swobodnie rozwijać się mogą.

Pogląd taki, którego wskutek powiększenia wiedzy spodziewać się należy, osłabi pochop do prędkich postanowień bez względu na niedostateczne zbadanie położenia rzeczy, gdyż podkopie nadzieje oczekiwania od przedsięwziętych środków wyłącznie zbawiennych tylko skutków. Co więcej, naukowa praca nad socjologią, wznosząc się od bliskich przyczyn do oddalonych, śledząc nie tylko za bezpośrednimi, ale za pośrednimi: drugo i trzeciorzędnymi skutkami, które tym bardziej stają się różnorodne, im więcej się rozszerzają, rozproszy ową rozpowszechnioną iluzją, że społeczne zło można z gruntu wyleczyć. Żadne, choćby najzręczniejsze środki, nie zdołają nigdy zapobiec szkodom, jakie pewna organiczna wada jednostek danego społeczeństwa sprowadzić musi. Można zmienić formę tych złych skutków, można zmienić miejsca, w których się one zjawiają, ale usunąć ich niepodobna. Mniemanie, że wadliwy z natury charakter da się społecznie tak zorganizować, żeby działalność jego sama przez się nie była proporcjonalnie wadliwa, jest zupełnie błędne i nieuzasadnione. Możua tę łubową szkodę zmienić, ale summa ich wszystkich pozostanie zawsze tą samą i gdziekolwiek musi się przebić. W ogóle jedna i ta sama wada zmieniać będzie tylko swe formy; środki np., które przedsięwzięto w Austrii w celu zapobieżenia nierozważnemu zawieraniu małżeństwa, pociągnęły za sobą większą liczbę nieprawych dzieci; zakładanie szpitali celem ulżenia nędzy podrzutków, zwiększyło tylko liczbę tych ostatnich; rozporządzenia budowlane, wydane w celu ubezpieczenia trwałości domów, sprowadziły przeludnienie ich; albowiem małe domy, stawiane według tych rozporządzeń, nie przynosiły odpowiedniego dochodu; a gdy nowe przepisy wzbroniły przepełnienia domów lokatorami, włóczęgi, szukając schronienia, zgromadzały sie pod kolumnadą Adelphi i w parkach, a nawet na gnojowiskach w kanałach, gdzie im cieplej było. Gdzie zło pewne nie zmienia swego miejsca lub formy, jak to widzieliśmy w po wyższy cli przykładach, tam odczuwamy je pod formą powszechnej prywacyi.