O potrzebie Socjologii cz. 10

Dla dobitnego wykazania tego kontrastu, jaki zachodzi między rozumowaniem uczonego w jego właściwej umiejętności, a tern. które za wystarczające w polityce uważa, weźmy jakikolwiek przykład z pewnej danej umiejętności. Weźmy np. pytanie: Czym są plamy słoneczne, i co można z nich o własnościach słońca wnioskować?

Na pytanie to próbowano dać różne odpowiedzi. I tak: weźmy najprzód odpowiedź Wilsona, którą przyjął sir William Herschel. Według tej odpowiedzi widzialna powierzchnia słońca mu być świecącą powłoką, wewnątrz której znajdują się mgliste powłoki, otaczające ciemne centralne ciało; gdy zatem wskutek jakiegoś wstrząśnienia świecąca powłoka rozerwie się, wtedy zarówno owe mgliste powłoki jak i centralne ciało stają się widzialne: pierwsze jako półcień, ostatnie jako cały cień. Hipoteza ta, na którą kiedyś chętnie się zgodzono, ponieważ nie stała na zawadzie owemu teleologicznemu poglądowi, według którego słońce miało być zamieszkałe, objaśniała dosyć dobrze niektóre zjawiska, a mianowicie zjawisko okrągłego wydrążenia, w kształcie którego plamy wtedy się zjawiają, kiedy znajdują się blisko brzegu tarczy słonecznej. Lecz jakkolwiek Sir John Herschel poparł hipotezę ojca, wskazując na tę okoliczność, że ruch kołowy tłumaczy nam owo rozpraszanie się światłokręgu w niektórych miejscach, z tym wszystkim w ostatnich latach zaczął się z coraz większą siłą pojawiać ten fatalny zarzut, że hipoteza ta nie wyjaśnia źródła światła i ciepła.

One Comment
  1. Reklama
    Styczeń 26, 2018 |