O potrzebie socjologii cz. 1

Wśród innych warstw społeczeństwa codziennie słyszeć zdanie równie stanowcze i równie bezzasadne. Ludzie, którzy uchodzą za wykształconych, wciąż jeszcze z głębokim przekonaniem usprawiedliwiają rozrzutność tym, że ona korzystnie wpływa na handel. Sofizmat, że praca sama przez się, bez względu na wartość tego, co przez nią osiągnięto, jest zbawienna, prawie nic na swej sile nie stracił: nie zadają sobie bowiem pytania, czego by można dokonać, gdyby ten sam kapitał, który za pracę zapłacono, inną poszedł drogą i na inne cele został obrócony. Ani krytyka, ani nauka nie wpływają dobroczynnie na zmianę tego przekonania. Przy każdej sposobności wygłaszane ono bywa z pełną wiarą w jego nieomylność. Z tymi błędnymi pojęciami łączą się całe pasma innych. Ci. którzy sądzą, że między rozchodem a produkcją zachodzą takie proste stosunki, mniemają, że rzecz ma się tak samo i z innymi społecznymi zjawiskami. Dla zapobieżenia nędzy, zdaje im się- rzeczą dostateczną robić składki. Z jednej strony nigdy nie zwracają uwagi na to, jak miłosierne datki oddziaływają na obroty bankowe, na leżący kapitał, który bankierzy do rozpożyczenia mają, na produkcyjną czynność, do jakiej by taki odpływ kapitału pobudził, na ilość robotników, mogących znaleźć środek zarobkowania, a obecnie bez niego pozostających; nie widzą, że pewne potrzeby życia zostały odjęte jednemu, który by je mógł wymienić na pożyteczną pracę, a oddane drugiemu, który być może umyślnie unika pracy.

One Comment
  1. Reklama
    Styczeń 26, 2018 |